czwartek, 12 czerwca 2014

Powrót.

Witajcie wszyscy. 

Wiem że pewnie nie zostało tutaj już wiele osób, bo nie spodziewam się czegoś innego po tak długiej przerwie. Wiem, że wcześniej obiecywałam powrót, ale nie potrafiłam tego zrobić. Siadałam przed komputerem zaczynałam pisać i po prostu wszystko usuwałam. Wszystko wydawało mi się złe, nudne, nieskładne, nieciekawe i nie nadawało się do opublikowania. Miałam zastój. I to wielki. Do tej pory jest mi przykro, że zawiodłam tyle osób, które czekały na nowe rozdziały, a one się nie pojawiały. Zawiodłam nie tylko Was, ale i siebie. Gdy zakładałam bloga i zaczynałam pisać opowiadanie byłam pewna, że je skończę. Byłam pełna zapału i chęci do tworzenia (choć jak sami wiecie pierwsze rozdziały były kiepskie i to bardzo). Czy był to słomiany zapał? Nie wiem. Wydaje mi się że nie. Napisałam w końcu 22 rozdziały. Na samym początku obiecałam sobie, że opowiadanie skończę i nadal się tego trzymam. Nie wiem jak to zrobię, ale mam zamiar dokończyć to opowiadanie. Od razu mówię, że niczego nie obiecuję. Po prostu poczułam, że bardzo nie chcę Was jeszcze bardziej zawieść i naprawdę chciałabym dokończyć opowiadanie. Mam w planach powrót do pisania w te wakacje. Czy się uda? Nie wiem. Możliwe, że nie pisałam, bo był to dla mnie naprawdę ciężki rok (szkolny). Miałam mało czasu i mało chęci, bo dużą część mojego życia wypełniła nauka. Na rzecz szkoły zrezygnowałam ze swojej pasji (i nie mówię tutaj o pisaniu), bo po prostu brakowało mi czasu. Mam nadzieję, że uda mi się dokończyć to co zaczęłam już prawie 2 lata temu i mam nadzieję, że choć garstka z Was ze mną zostanie. Niczego nie obiecuję, bo nie jestem pewna czy to się uda. Mam jednak nadzieję, że damy radę. DaMY, bo bez Was by mnie tutaj nie było. 
 

niedziela, 21 lipca 2013

Rozdział XXII Alex



Rozdział XXII Alex

Gdy promienie bladego, grudniowego słońca wpadły do sypialni, młoda szatynka powoli otworzyła brązowe oczy. Leżała wtulona w tors w przystojnego blondyna, napawając się jego silnym uściskiem i cudownym zapachem jego ciała. Spojrzała na jego twarz i mimowolnie się uśmiechnęła. Ciągle spał i wyglądał przy tym jak prawdziwy anioł. Kilka platynowych kosmyków włosów opadało na jego twarz, skutecznie go odmładzając, a na ustach błądził delikatny uśmiech.. Dałaby mu teraz maksymalnie 14 lat. To będą prawdopodobnie najlepsze święta w jej życiu. Święta z nim. Święta! Cholera jak mogła zapomnieć, że dziś Boże Narodzenie?! Wyskoczyła z łóżka jak oparzona, szturchając przypadkiem przy tym śpiącego jeszcze blondyna.
- Draco! Draco, wstawaj! - krzyczała niczym mała dziewczynka, budząca swojego ojca w świąteczny poranek.
- Granger, daj się człowiekowi wyspać - mruknął, po czym przykrył głowę poduszką.
- Draco dziś święta! I prezenty! - krzyknęła i o razu pobiegła do salonu, gdzie mieściła się choinka, którą Draco musiał oczywiście sam ubrać, bo miała wyglądać "jak na choinkę arystokraty przystało". Wprawdzie nie pozwolił Hermionie zawiesić ani jednej bombki, ale dziewczyna musiała przyznać, że Draco równie dobrze dekoruje świąteczne drzewko co gotuje. Była przygotowana na coś zimnego utrzymanego w bieli i brązie, ale bardzo się myliła. Choinka była utrzymana w czerwieni, złocie - Na Merlina, to chyba był cud! - i brązie, ale miała też kolorowe akcenty. Ślizgon idealnie trafił w jej gust, bo uwielbiała takie "ciepłe" drzewka. Zawsze mieli takie w domu. Pod piękną choinką stał niemały stos prezentów. Były tam także upominki dla niej. Przejrzała wszystkie i wybrała te, które opisane były jej imieniem. Wzięła średniej wielkości paczkę i zabrała się za rozdzieranie papieru. Niewątpliwie był to prezent od Ginny, ponieważ dziewczyna znalazła w nim masę kosmetyków do pielęgnacji włosów. Od Harry'ego dostała piękny zestaw piór do pisania, była nim zachwycona, bo sama zamierzała sobie taki kupić. Ron przysłał jej książkę, którą już kiedyś czytała, ale postanowiła nie wspominać mu o tym, przecież liczy się gest. Bliźniacy przesłali jej wielką paczkę wypełnioną po brzegi gadżetami z ich sklepu, a państwo Weasley'owie sweter z wyszytym godłem Gryffindoru, a od rodziców dostała książkę mugolskiego autora. Została jeszcze jedna paczuszka. Czarne pudełko pokryte materiałem, przewiązane elegancką, zieloną wstążką. Zapatrzona w to piękne opakowanie powoli zsunęła kokardę i otworzyła prezent. Na czarnym jedwabiu leżał  łańcuszek z białego złota. Była także zawieszka. Litera "D" ze szmaragdem w rogu. Wpatrywała się w prezent dłuższą chwilę, po czym spojrzała w stronę sypialni, gdzie chwilę temu spał jeszcze chłopak. Nonszalancko oparty o framugę drzwi stał Draco. Z jego ust nie schodził delikatny uśmiech. Widząc jej minę, podszedł do niej i podał dłoń, pomagając jej wstać.
- Pozwolisz? - zapytał miękkim głosem, patrząc w jej czekoladowe oczy. Nie odrywając od niego wzroku, podała mu pudełko. Wyjął z niego naszyjnik i stanął za nią, zapinając zimny łańcuszek na jej szyi. Spojrzała wisiorek. Był przepiękny. Poczuła jego usta na swojej szyi i odwróciła się, chcąc znów spojrzeć w jego oczy.
- Jest przepiękny Draco - wyszeptała.
- Teraz ja nigdy cię nie opuszczę - powiedział z uśmiechem, puszczając jej perskie oko. Przycisnął swoje usta do jej warg, ale szybko się odsunął. - To jeszcze nie wszystko, Granger.
- Co? Jak to nie wszystko?
- Zobaczysz. Poczekaj tu chwilkę. - Wypuścił ją z objęć i ruszył w stronę sypialni. Zamknął za sobą drzwi, a gdy wrócił, niósł wielkie niebieskie pudło z fioletową kokardą. Postawił je przed oniemiałą dziewczyną i szeroko się uśmiechnął.
- Wesołych Świąt, Hermiono.
- Draco, co to jest? - spytała przerażona tym, że mógł kupić jej kolejny drogi prezent. Nie lubiła, kiedy ktoś wydawał na nią zbyt dużo pieniędzy.
- Sprawdź sama, kotku.
Niepewnie spojrzała w jego oczy i kucnęła przy pudle. Z jego wnętrza wydobył się dziwny dźwięk. Powoli rozerwała wstążkę i uniosła pokrywę. W tym samym momencie na jej kolana wskoczył mały, brązowy piesek.
- O mój Boże! Draco on jest cudowny! - krzyknęła, tuląc do siebie małego szczeniaka, który właśnie lizał jej brodę. Młody Cocker Spaniel miał brązowe oczka, długie uszy, a jego sierść zaczynała się kręcić. Dziewczyna powoli uniosła psa i spojrzała między jego tylne łapki.
- Możesz mi powiedzieć, co ty właściwie robisz? - spytał rozbawiony chłopak.
- A na co ci to wygląda? Sprawdzam, czy to pies, czy suczka - powiedziała, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
- I?
- Suczka - stwierdziła tonem eksperta.
- Jak ją nazwiesz?
- Hmm... - zastanowiła się - Nie mam pojęcia.
- Co powiesz na Alex? - zaproponował, na co piesek radośnie zaszczekał. - Widzisz, jej się podoba.
- W sumie to do niej pasuje. Alex! - zawołała - Alex, chodź do mnie.
Szczczeniak spojrzał na nią, ale pobiegł do chłopaka i skoczył na jego kolana.
- Ona wie, co dobre - powiedział, ukazując szereg śnieżnobiałych zębów.
- No nie. Mój własny prezent mnie zdradził.
- A tam od razu zdradził. Ma dobry gust po właścicielce.
- Czy ty coś sugerujesz, Draco? - spytała, unosząc brew.
- Sugeruję, że na mnie lecisz, kotku - powiedział, oblizując wargi.
- Chyba w twoich snach, skarbie.
- Ach tak? A więc twierdzisz, że całujesz tak każdego, na którego NIE lecisz? - zapytał, akcentując strategiczne słowo.
- Tak, to znaczy jak? - gdy zadała to pytanie, chłopak stanął przed nią. Plecami dotykała ściany, a on oparł swoje dłonie po obu stronach jej głowy. Pochylił się tak, że czuła jego ciepły oddech na swoich ustach.
- Zajebiście. - wyszeptał, po czym zdecydowanie naparł na jej wargi. Chwycił jej biodra, przylegając do niej mocniej, tak, że teraz stykali się ciałami. Czuł, jak jej klatka szybko unosi się i opada, a serce bije z zawrotną prędkością. Wplotła rękę w jego miękkie, platynowe włosy. Delikatnie się od niej oderwał.
- Lecisz na mnie, Granger? - szepnął w jej usta.
- Nie - odpowiedziała to, co podpowiedział jej rozsądek.
Nie odpowiedział, ale znów ją pocałował. Po chwili zaczął schodzić z pocałunkami na jej szczękę i szyję, gdzieniegdzie ssąc jej rozgrzaną skórę. Z jej ust wydobył się cichy jęk. Między pocałunkami uśmiechnął się delikatnie, bo wiedział, że niedługo usłyszy to, co chce. Zbliżył się do jej ucha i polizał jego płatek.
- Hermiono, przyznaj, że ci się podobam - powiedział wyjątkowo seksownym głosem.
- Podobasz mi się Draco.
- Grzeczna dziewczynka. - uśmiechnął się, po czym złożył na jej ustach jeszcze jeden gorący pocałunek.
- A teraz moje prezenty! - zawołał wesoło i odsunął się do dziewczyny. Usiadł przed choinką, a mała Alex od razu wskoczyła na jego kolana. Na początek otworzył ładnie ozdobione pudełko. Była w nim koszula, która świetnie do niego pasowała.
- To od ciebie, prawda? - zapytał, młodą Gryfonkę, która teraz siedziała na kanapie, uśmiechając się do niego.
- Skąd wiedziałeś?
- Tylko ty mogłabyś kupić mi koszulę. W dodatku taką, która mi się podoba. Mogę się założyć, że gdyby Diabeł dał mi koszulę to byłaby pomarańczowa w fioletowe kółka. A ta jest świetna. - uśmiechnął się i puścił jej oczko.
- Przymierz ją.
- Po co? Na mnie wszystko wygląda dobrze. - Wyszczerzył się do niej, ale posłusznie założył koszulę. Pasowała na niego idealnie. Wyglądał jak młody bóg. Dziewczyna patrzyła na niego jak na wyjątkowo apetyczne ciastko z kremem.
- Granger, zrób zdjęcie, będzie na dłużej - powiedział, na co dziewczyna się zarumieniła.
- Wcale nie wyglądasz tak świetnie - skłamała.
- Ale na tyle dobrze, że na mnie lecisz. - W tym momencie policzki dziewczyny zrobiły się jeszcze bardziej czerwone. - Ale nie powiem... Pochlebia mi to.
Po rozpakowaniu reszty prezentów okazało się, że od swojego najlepszego przyjaciela chłopak dostał spory zapas Ognistej Whisky, a od matki nową miotłę, co kompletnie go zaskoczyło. Zazwyczaj takie prezenty kupował mu ojciec. Wprawdzie kiedyś wspomniał Narcyzie, że podoba mu się Błyskawica, ale nie sądził, że ją dostanie. Świetnie się składało, bo w tym roku miał zamiar poprowadzić swoją drużynę do zwycięstwa. Gdy szał prezentów się skończył, razem z Hermioną zabrali się do przygotowywania świątecznego obiadu. Nigdy nie myślał, że gotowanie może być aż takie przyjemne. Oczywiście nie obyło się bez docinek i słodkich buziaków. Gdy już wszystko było gotowe, razem usiedli do stołu, aby skonsumować wyniki swojej pracy. Wieczorem wybrali się na wspólny spacer. Londyn nocą wyglądał magicznie, a w świąteczną noc jeszcze piękniej niż zwykle. Już mocno zmarznięci wrócili do mieszkania, gdzie przy lampce wina spędzili resztę czasu. Po czym znów, niczym prawdziwa para, zasnęli wtuleni w siebie. Tym razem z małą Alex śpiącą słodko w dole łóżka.
***

Kolejny tydzień świąt minął jak z bicza strzelił. Hermiona większość czasu spędzała z Draco i można powiedzieć, że wprowadziła się do jego mieszkania. U siebie bywała tylko po to, aby wziąć  prysznic i się przebrać. Co noc razem zasypiali i każdego ranka jedli razem śniadanie. Obojgu taki układ bardzo pasował. Czuli się w swoim towarzystwie wyjątkowo dobrze. Ślizgon nigdy w życiu nie wybaczyłby sobie, gdyby nie korzystał z tego, że ciągle są ze sobą sam na sam, więc nie obywało się bez gorących pocałunków. Hermiona raz wybrała się z Ginny na kawę do swojej ulubionej kawiarni, gdzie opowiedziała jej wszystko, co działo się przez ostatni tydzień ze szczegółami. Przyjaciółka nie kryła swojej radości z tego, jak sprawy się potoczyły, bo z całego serca kibicowała Gryfonce i Ślizgonowi.  Jako obserwator, wiedziała, że ta dwójka za sobą szaleje i twierdziła, że to jedynie kwestia czasu kiedy staną się parą. W głębi serca sama Hermiona i Draco mieli nadzieję na to samo. Jednak bali się  przyznać do swoich uczuć, ze względu na strach przed odrzuceniem. Nie mieli pojęcia, że oboje czują to samo, bo sami na początku nie mogli uwierzyć we własne uczucie. Hermiona przez długi czas wypierała się tego, że blondyn jej się w ogóle podoba, a co dopiero, że go kocha. Za to sam Ślizgon nie tylko uświadomił sobie, że kocha Gryfonkę, ale także, po tym tygodniu spędzonym tylko z nią, wiedział, że jest ona kobietą jego życia. Nie wyobrażał sobie bez niej życia. Nie potrafiłby budzić się u boku innej kobiety. Nie miał ochoty całować żadnych innych ust. Nie chciał przytulać nikogo innego. Dla niego nie istniały inne dziewczyny. Była tylko ona, bez względu na wszystkie jej wady. Kochał wszystko, co robiła. Kochał każdy cal jej ciała i każdą część jej osobowości. Uwielbiał jej uśmiech, wesołe iskierki w jej czekoladowych oczach, to, jak rumieniła się na każdy jego komplement lub jednoznaczną aluzję, to, jak reagowała na każdy jego pocałunek. Kochał nawet to, jak się wymądrzała i zawsze upierała przy swoim. Dla niego była idealna.
Czas mijał szybko i nieubłaganie przybliżał ich do sylwestra. Dokładnie dwa dni przed ostatnim dniem roku, Hermiona, gdy wróciła rano ze swojego mieszkania, zauważyła leżący na kanapie niewielki pakunek owinięty zielonym papierem i związany srebrną wstążką. Nic dobrego to nie wróżyło.
- Draco, mogę wiedzieć, co to jest? – spytała podejrzliwie.
- Oczywiście. To dla ciebie.
- Proszę, powiedz, że nie kupiłeś mi kolejnego drogiego prezentu. Wiesz, że nie lubię,  gdy to robisz. – powiedziała z nadzieją w głosie, patrząc na blondyna.
- Wcale nie był taki drogi. Poza tym, uwielbiam kupować ci prezenty. Ale dość tego gadania, zobacz co to.
Zrezygnowana Gryfonka ostrożnie rozwiązała wstążkę i rozerwała papier. Znów kupił jej sukienkę. Tym razem prostą, czarną. Była uszyta z zapewne wyjątkowo drogiego materiału. Miała rękawy ¾, a sama sięgała lekko przed kolano. Nie było na niej żadnych zdobień. Jej dół był całkiem prosty i zwiewny. To była typowa „mała czarna”. Zwykła, najprostsza, ale przy tym najbardziej elegancka i wyjątkowo w jej guście.
- Z jakiej to okazji?
- Z okazji dzisiejszej kolacji. Zabieram cię do restauracji. – Uśmiechnął się szelmowsko.
- Nie możemy jak zwykle zjeść czegoś pysznego, co sam ugotujesz? – spytała z nadzieją. Nie chciała iść na żadną wykwintną kolację. I choć ich ostatnia wizyta w restauracji okazała się jej najlepszą randką w jej życiu, wolała spędzić czas z nim w mieszkaniu.
- Nie. Dziś pójdziemy do restauracji. Hermiono, nie daj się prosić.
- Dobrze – skapitulowała.
- I załóż tę sukienkę. Będziesz wyglądać pięknie. Zresztą jak zwykle – powiedział(,) po czym delikatnie pocałował jej policzek.
- Nie podlizuj się, Malfoy – prychnęła z udawanym oburzeniem. – I tak ci to nie pomoże.
- Och jesteś tego pewna? – zapyta, unosząc brew.
- Zdecydowanie tak – odpowiedziała pewnie.
- Jeszcze zobaczymy, kotku – mruknął i puścił jej perskie oko.
Zdziwiło ją, że tak jej odpuścił. Wiedziała jedno. Przygotował coś specjalnego na tę kolację. W innym wypadku zapewne sprzeczałby się z nią, aż przyznałaby mu rację, nie szczędząc przy tym pocałunków, czym zwykł ją zazwyczaj przekonywać.
Gdy o 19 wyszła ze swojego mieszkania w sukience, którą dziś dostała, czarnych szpilkach i ciepłym płaszczyku, już czekał na nią na korytarzu. Miał na sobie idealnie uszyty czarny garnitur i koszulę, którą kupiła mu na święta. Jego włosy były w lekkim nieładzie, co sprawiało, że wyglądały idealnie.
- Kotku, zrób zdjęcie, będzie na dłużej – powiedział z uśmiechem.
- Bardzo śmieszne. To gdzie idziemy?
- Zaraz zobaczysz.
Chwycił jej dłoń i po chwili poczuła znajome szarpnięcie w okolicy pępka. Jak zwykle przy teleportacji zamknęła oczy. Gdy je otworzyła stali w małej uliczce, na której nie było nikogo prócz nich. Draco, nie puszczając jej ręki, zaprowadził ją przed jedną z najdroższych restauracji w całym Londynie.
- Chyba zwariowałeś – jęknęła. – Tutaj jest strasznie drogo.
- Kochanie, chyba zapomniałaś z kim jesteś. Naprawdę pieniądze to nie problem.
Godząc się na tę kolację miała nadzieję, że znów wybiorą się do zacisznej, przytulnej knajpki, a nie do najdroższej i najbardziej obleganej restauracji w mieście. Nie lubiła takich klimatów.
Gdy tylko przekroczyli próg budynku, przyjął ich miły, przystojny kelner, odbierając ich kurtki i wskazując zarezerwowany dla nich stolik. Po zamówieniu jedzenia wreszcie mogli porozmawiać.
- Draco, powiesz mi w końcu, dlaczego przyszliśmy do tej restauracji? Nie wmówisz mi, że tak po prostu wpadłeś na pomysł, żeby zabrać mnie na kolację – powiedziała w końcu.
- Masz rację. Nie zrobiłem tego bez powodu, ale wszystko w swoim czasie.
- Nie bądź wredny – jęknęła błagalnie.
- Kotku, oboje wiemy, że bycie wrednym jest zapisane w naturze Ślizgonów. Także, cierpliwości.  Dowiesz jeszcze dziś. A teraz do jedzenia – dodał po chwili, bo kelner przyniósł ich potrawy.
W ciszy wszystko zjedli, jednak Hermiona mogła się skupić tylko na tej niespodziance. Znając Dracona, na pewno przygotował coś wyjątkowo hmm… zaskakującego.  Chyba zauważył, że Gryfonka o niczym innym nie myśli, bo uśmiechał się w ten typowy dla niego sposób. Musiał świetnie się bawić, widząc ją taką niecierpliwą. W końcu, gdy talerze obojga były puste, zaczął:
- Dobra. Wszystko ci powiem. Już się tak nie gorączkuj.
- Mów, a nie owijaj w bawełnę – pośpieszyła go.
- Dobrze, już dobrze. Nieuchronnie zbliża się sylwester. Masz na niego być może jakieś plany?
- Raczej nie. A ty się gdzieś wybierasz? – spytała. Miała nadzieję, że spędzą go razem.
- Owszem wybieram. Ale nie martw się. – dodał, widząc jej minę. – Jedziesz razem ze mną.
- Jadę razem z tobą? – zapytała.
- Tak. Razem ze mną.
- Mogę wiedzieć, gdzie?
- Oczywiście – odpowiedział. – Lecimy do Paryża.

______________________________________
Pierwszy rozdział z betą - Alex, której zresztą bardzo dziękuję. Po przeczytaniu tego rozdziału jeszcze raz stwierdzam, że jest lepiej niż wcześniej pod względem poprawności. Mam nadzieję, że też to widzicie i, że wam się podoba. :D

piątek, 5 lipca 2013

Rozdział XXI Obiecaj mi, że zawsze będziesz przy mnie.



Rozdział XXI Obiecaj mi, że zawsze będziesz przy mnie.


Zbladła. To co zobaczyła w pokoju ją przeraziło. Na podłodze leżał młody chłopak. Jego ciało było mokre od potu, a skóra gorąca. Był nieprzytomny i oddychał ciężko tak, jakby coś blokowało dopływ powietrza do jego organizmu. Szybko machnęła różdżką i wyszeptała zaklęcie, bo nic  innego nie mogła z siebie wydusić. Po chwili u jej boku pojawiła się apteczka. Wlała do ust Draco najmocniejszy eliksir na gorączkę jaki posiadała. Za pomocą magii przeniosła go na łóżko i kontynuowała swoją pracę. Szepcząc pod nosem zaklęcia obserwowała reakcję organizmu chłopaka. Gorączka delikatnie spadała, ale jego ciało wciąż było mocno rozgrzane. Ściągnęła jego koszulę i zrobiła mu zimne okłady. Jej mama zawsze mówiła, że to najlepszy sposób, gdy nic innego nie pomaga. Po dłuższym czasie udało jej się. Gorączka spadła, a chłopak nie wyglądał już tak źle jak wcześniej. Przykryła go i przyniosła sobie krzesło, po czym usiadła obok łóżka, wciąż mu się przyglądając. Śmiertelnie przestraszyła się widząc go w takim stanie. U czarodziejów rzadko zdarzają się takie choroby jak u mugoli. Grypa jest wręcz niespotykana, ale za to osoba , która posiada magiczne zdolności przechodzi choroby dużo ciężej. Oczywiście im więcej w żyłach płynie krwi czarodziejów, tym jest mocniejsza odporność, ale gdy już ktoś taki zachoruje, przechodzi przez to o wiele ciężej niż inny czarodziej. Dlatego jego widok tak ją przeraził. Draco był czystej krwi czarodziejem, przez co tak lekka choroba ukazała się u niego w tak mocnej postaci. Około godziny 22 zauważyła, że jego powieki delikatnie drgają, żeby po chwili ukazać jego stalowe tęczówki. Z niemałym trudem uniósł głowę i omiótł wzrokiem pokój.
- Co się stało Granger? – spytał zachrypniętym głosem.
- Ty się mnie pytasz? Raczej ja powinnam zapytać o to ciebie. Przyszłam do ciebie, zaraz po tym jak wróciłam od Ginny, a ciebie nigdzie nie było. Weszłam tutaj, a ty leżałeś nieprzytomny i z wielką gorączką na podłodze. Dzięki zimnym okładom jakoś ją zbiłam, ale wolę nie myśleć co by się stało jakbym przyszła trochę później.
- Granger to miłe, że się o mnie martwisz i bardzo ci dziękuję, że doprowadziłaś mnie do porządku, ale proszę nie mów tak głośno, bo zaraz mi głowa pęknie.
- Draco wychodziłeś gdzieś dzisiaj?
- Byłem u Diabła. Strasznie się rozchorował i chciałem go odwiedzić. Ups. – dodał po chwili widząc jej minę.
- Jesteś idiotą Malfoy, wiesz? Jak mogłeś zrobić coś tak nieodpowiedzialnego? Przecież wiesz, że przechodzisz gorzej choroby niż inni czarodzieje. Zresztą tak samo jak Blaise. A myślałam, że masz w sobie choć trochę inteligencji. Jak widać się myliłam.
- Granger przestań ględzić i chodź tutaj. – powiedział słabym głosem unosząc lekko kołdrę.
- Zwariowałeś? To nie czas na randkowanie.
- Po prostu tutaj chodź. Jest mi zimno.
Spojrzała na niego zmartwionym wzrokiem. Zauważyła, że jego oczy niebezpiecznie błyszczą, więc podeszła do niego i dotknęła jego ciepłego czoła. To zadziwiające, że ktoś, kto na co dzień ma tak zimną skórę jak Draco, może być tak nienaturalnie ciepły. Gorączka wracała, a ona nie miała pojęcia co z nim zrobić. Podała chłopakowi jeszcze raz lek i weszła do łóżka. Obiecała sobie, że jeśli do jutra mu się nie poprawi wezwie magomedyka.  Przytuliła się do jego rozpalonej klatki piersiowej chcąc wchłonąć całą gorączkę w swoje ciało. Automatycznie przyciągnął ją mocniej do siebie, tak aby była blisko niego i wtulił twarz w jej włosy. Czuł się okropnie słaby, a przy tym tak cudownie szczęśliwy, mając jej drobne ciało w swoich ramionach. Nigdy nie pomyślałby, że kiedykolwiek, będzie przytulał do siebie tak cudowną dziewczynę. Tak naprawdę nigdy nie pomyślałby, że Granger okaże się kimś tak perfekcyjnym. Dla niego była najpiękniejsza, najmądrzejsza, najukochańsza, najbardziej pomocna. Choć była jego całkowitym przeciwieństwem, teraz była także jego całym światem. Nie wyobrażał sobie teraz życia bez niej. Mógł spędzać z nią każdą sekundę swojego życia i nigdy by mu się to nie znudziło. Nie musieli rozmawiać, przytulać się, całować, czy bawić. Wystarczyło, że była obok niego. Mogli nawet się kłócić, ale wiedział, że się pogodzą. Jeśli pogodzili się po siedmiu latach nienawiści, pogodziliby się nawet po najstraszniej kłótni. Już wiedział, że ją kocha. Nie mógł, a nawet nie chciał temu zaprzeczać. Jedyne czego chciał to ona, cała tylko dla niego i już na zawsze tylko jego.
- Granger… - mruknął prawie niesłyszalnym głosem.
- Cii… Śpij Draco. Jesteś zmęczony. – powiedziała uspokajająco.
- Obiecaj mi, że zawsze będziesz przy mnie. – wyszeptał wprost do jej ucha.
- Obiecuję. – odpowiedziała pewnie.
Sen przyszedł szybko i po chwili oboje spali wtuleni w siebie. Dwa światy. Dwie przeciwności. Tak dalekie, a zarazem tak bliskie sobie.
***

Obudziła się wyjątkowo wypoczęta i zadowolona. Spała tak dobrze jak jeszcze nigdy. Powoli otworzyła oczy i spojrzała w bok. Przypomniały jej się wczorajsze słowa tego chłopaka. Powiedziała, że zawsze będzie przy nim. Pewnie nawet nie bardzo zdawał sobie sprawy z tego, jak ona bardzo tego pragnęła. Tak. Chciała być z nim już na zawsze. Wiedziała, że to nie było zauroczenie. Kochała go i to jak nikogo innego. To zadziwiające jak w tak krótkim czasie mogą zmienić się relacje. Przypomniały jej się słowa jej babci.
*WSPOMNIENIE*
Prawie trzynastoletnia dziewczynka, siedziała na jednym z krzeseł w małej kuchni. Właśnie opowiadała swojej ukochanej babci, która przy blacie przygotowywała obiad, o jej przygodach w Hogwarcie. Temat zszedł na małego chłopca, który był tam tylko jej problemem.
- Babciu nawet nie wiesz jaki on jest arogancki. – powiedziała pewnym tonem. – Jeszcze nigdy nie widziałam kogoś tak zapatrzonego w siebie i przy tym tak chamskiego. Nienawidzę go z całego serca i nigdy nie przestanę. – dodała po chwili, czym zwróciła uwagę starszej kobiety, która odwróciła się na słowa jej wnuczki i delikatnie się uśmiechnęła.
- Nigdy tak nie mów kochanie, bo nie wiesz co przyniesie los.
- Babciu, ale nie da się polubić swojego wroga. – powiedziała, jakby to była najbardziej logiczna rzecz na świecie.
- Ależ da Hermiono. Jest taka możliwość.
- Ciekawe jakim cudem babciu?
- Jedynym sposobem na przezwyciężenie nienawiści jest miłość. – odpowiedziała kobieta z uśmiechem.
*KONIEC WSPOMNIENIA*
Spojrzała na chłopaka śpiącego obok niej i delikatnie się uśmiechnęła. Słowa jej babci okazały się prawdą. Tyle razy głośno mówiła o tym, że go nienawidzi. Tak łatwo było wypowiedzieć jej te słowa. Teraz gdy już wie, że go kocha tak ciężko jest jej się do tego przyznać. Tak ciężko jest wypowiedzieć te proste dwa słowa. Dotknęła czoła Dracona i ze zdziwieniem stwierdziła, że ma ono normalną temperaturę. Gorączka ustała. Wszystko wróciło do normy. Z uśmiechem wyswobodziła się z jego uścisku i ubrała swoje ubrania, które spoczywały na krześle na którym wczoraj siedziała. Najciszej jak potrafiła poszła do swojego mieszkania, żeby się odświeżyć. Po krótkim prysznicu, nakarmiła Fuksję, zabrała rzeczy, które kupiła na święta i ruszyła z powrotem do mieszkania Draco. Gdy tylko otworzyła drzwi, zobaczyła go w salonie siedzącego na kanapie w samych czarnych spodniach dresowych.
- Draco dlaczego nie leżysz w łóżku? – spytała na wstępie.
- Tak kochanie, też się cieszę, że cię widzę.
- Draco mówię poważnie. Nie pamiętasz, co się wczoraj stało?
- Ależ pamiętam każdą chwilę, w której nie byłem nieprzytomny. Nie martw się tak o mnie. Nie mam już gorączki i zanim zapytasz… Wziąłem jeszcze, w razie czego lekarstwo. Przecież nie chcę być chory w trakcie świąt z tobą. – dodał z uśmiechem, który tak dobrze znała. Chyba faktycznie wyzdrowiał.
- No dobra. Tylko ubierz chociaż koszulkę, żebyś się znowu nie przeziębił. –dodała.
Zaniosła do kuchni zakupy i chciała wrócić do salonu, ale w progu stanął Ślizgon już w koszulce. Nie miała pojęcia jak mogło udać mu się to tak szybko.
- Kotku nie przywitałaś się ze mną. – powiedział uwodzicielskim głosem, kładąc ręce na jej biodrach.
- Cześć Draco. - przewróciła oczami i chciała przejść obok niego, ale on jej nie puścił.
- Trochę słabo, jak na kogoś kto nie tak dawno obiecał, że zawsze będzie przy mnie. – wyszeptał tuż przy jej ustach, wciąż wpatrując się jej w oczy, przez co jej policzki w zadziwiająco szybkim tempie zmieniły swój kolor. – Myślisz, że o tym zapomniałem? O takich obietnicach się nie zapomina kotku. - po jego słowach jej policzki ( o ile to w ogóle było możliwe) stały się jeszcze bardziej czerwone. Gdy milczała uśmiechnął się i bez zapowiedzi wpił się w jej usta. Nie musiał czekać długo na odwzajemnienie pocałunku. Po chwili zaangażowali w tą grę swoje języki. Gdy się od siebie oderwali przygryzł jej dolną wargę, co wywołało u niej rumieniec. Spojrzał na jej zaróżowioną twarz i nie mógł uwierzyć, że przydarzyło mu się coś tak wspaniałego.
- Uwielbiam kiedy się rumienisz. Wyglądasz wtedy cholernie seksownie. - mruknął, zakładając niesforny kosmyk jej włosów za ucho. - Swoją drogą, musisz częściej się ze mną tak witać. - puścił jej oczko i wypuszczając ją z objęć ruszył do swojej sypialni. Gdy ocknęła się po tym, co przed chwilą się wydarzyło wzięła się za przygotowywanie świątecznego indyka. Jutro był pierwszy dzień świąt i chciała żeby oni, obchodzili ten dzień jak należy. Niedługo po tym dołączył do niej Draco, chętny do pomocy.
- Ty gotujesz? - spytała niedowierzając.
- Może troszkę. Pozwól ugotować mi obiad, to ci udowodnię. - odpowiedział.
- Stoi. To ty zabieraj się za obiad, a ja idę na chwilę do mnie po jakąś książkę.
Kiedy wróciła, usiadła na jednym z foteli i zabrała się za czytanie książki. Po jakimś czasie do jej nosa dotarły wyśmienite zapachy z kuchni.
- Draco... - mruknęła, odkładając książkę i ruszając w jego kierunku, a gdy dał znać, że słucha kontynuowała - Mogę wiedzieć co będziemy jeść?
- Nie. - odpowiedział pewnie. - i nawet nie próbuj się zbliżać do kuchni. To ma być niespodzianka.
- Wredny Ślizgon. - szepnęła pod nosem tak żeby jej nie usłyszał.
- Słyszałem! - krzyknął z kuchni, a ona mogła sobie wyobrazić, jak właśnie się uśmiecha.

Po jakiejś godzinie jej narzekania i jego zapewnień, że jakoś to wytrzyma, chłopak wreszcie wyszedł z kuchni trzymając w dłoniach dwa talerze. Postawił je na stole i jak na dżentelmena przystało odsunął krzesło Hermionie, która umierała z ciekawości, co przyrządził młody przedstawiciel Slytherinu.
- Cudownie pachnie. Co to jest? - zapytała nieukrywając swojego zachwytu.
- Kurczak a'la Draco. - odpowiedział z uśmiechem na ustach zajmując swoje miejsce.
- Ale mnie nie otrujesz?
- Jeszcze nie dzisiaj Granger. Jedz póki ciepłe. - zachęcił.
Szybko odkroiła kawałek swojej potrawy, która wyglądała i pachniała świetnie i włożyła ją do ust. Po chwili jej źrenice rozszerzyły się z wrażenia.
- Draco to jest przepyszne! - niemal wykrzyczała z zachwytem, na co on się uśmiechnął.
- Autografy rozdaję po kolacji.
- Naprawdę. Gdzie nauczyłeś się gotować? Przecież w waszym domu robiły to skrzaty, prawda?
- Jak zwykle masz rację Granger, ale jak byłem młodszy rodzice wysłali mnie na taki kurs dobrych manier. Były tam lekcje zachowania, tańca i innych bzdur, a w tym także gotowania. I tak się złożyło, że dobrze mi wychodziło i to polubiłem. Później często pomagałem skrzatom w kuchni. Oczywiście tak, żeby ojciec o tym nie wiedział. W czasie wojny oczywiście dałem sobie spokój, bo bałem się o życie swoje, matki, no i wasze.
- Co? Jak to nasze? - zapytała z niedowierzaniem.
- Myślałaś, że byłem po stronie Voldemorta? Tak naprawdę tylko mój ojciec i ciotka tego chcieli. Matka nigdy go nie popierała. Zresztą jako jedyna w naszej rodzinie nie ma wypalonego Mrocznego Znaku, a ja... Jak pewnie wiesz nigdy nie chciałem mu służyć. To przez mojego chorego ojca zostałem w to wciągnięty. W czasie wojny żyłem nadzieją, że macie jakiś plan i Potterowi jakoś uda się zniszczyć Czarnego Pana. No i się udało, a teraz moje życie wreszcie jest takie jakie być powinno. Mam kochającą matkę, mój ojciec siedzi w Azkabanie, w szkole nie mam już wrogów (no może Weasley'a, ale nim się nie przejmuję) no i mam ciebie, a będę bardzo mocno trzymał cię za słowo, więc szybko się mnie nie pozbędziesz. A teraz jedz Granger, bo moje perfekcyjne danie zaraz ci wystygnie.
Słuchała jego słów, nie myśląc o niczym innym. Nie spodziewała się tego co powiedział. Po pierwsze: była przekonana, że Draco jest osobą, która nie lubi rozmawiać o swojej przeszłości. Zresztą miał do tego powody. Po drugie: myślała, że nie interesował go los jej, Harry'ego i Rona. W końcu byli wrogami. A po trzecie: teraz widziała jak ciężkie miał życie. Bez prawdziwej rodziny, przyjaciół (no z wyjątkiem Blaise'a) i co najważniejsze prawdziwych uczuć. Nic dziwnego, że był takim człowiekiem, jakim był. Nie da się być miłym i ciepłym, nigdy nie zaznając w domu miłości. Po posiłku razem przygotowali indyka na jutrzejszy obiad, a później siedzieli na kanapie rozmawiając i wygłupiając się jak najlepsi przyjaciele. Nic w tym dziwnego, bo byli przyjaciółmi. Gdy wybiła północ Hermiona wstała z kanapy i chciała się pożegnać.
- Gdzie ty idziesz Granger? - zapytał chwytając jej dłoń.
- Jak to gdzie? Do siebie, spać. Nie jesteś już chory, więc nie muszę się martwić.
- Wiesz wydaje mi się, że poczułem się trochę gorzej i będę cię potrzebować. - mruknął w jej włosy, przytulając ją do siebie.
- Nie ze mną te numery Draco. Dasz sobie radę sam. - powiedziała i spróbowała wydostać się z silnych ramion blondyna. Odsunął ją od siebie, wciąż jednak nie puszczając jej bioder.
- Nie bądź taka skarbie. Po co masz spać sama, jak możesz ze mną? Moje łóżko jest duże, zmieścimy się oboje.
- Miałam okazję przetestować, ale chyba wolę iść do siebie. - mruknęła, chociaż jej ton nie był zbyt pewny. Bez zastanowienia przyparł ją do ściany tak, że stykali się ciałami.
- Jesteś pewna kotku? - powiedział tuż przy jej ustach tak, że poczuła jego oddech na swoich wargach.
- T-tak. - wyjąkała nie mogąc oderwać wzroku od jego cudownych, stalowych tęczówek.
Bezceremonialnie wpił się w jej usta i całował ją tak delikatnie, jak jeszcze nigdy. Przejechał językiem po jej dolnej wardze, prosząc o pozwolenie na dostęp do jej języka, a gdy lekko rozchyliła usta przygryzł je w podziękowaniu. Ich języki rozpoczęły taniec, który doprowadzał ją do szaleństwa. Blondyn był w pełni opanowany i w pewnym momencie delikatnie się odsunął się od jej ust i zaczął całować jej szczękę, szyję i ucho.
- To jak... Zostaniesz? - wyszeptał lekko przygryzając płatek jej lewego ucha.
- Tak. - odpowiedziała pewnie i kontynuowała pocałunek.
Oderwali się od siebie dopiero, gdy zabrakło im tchu. Draco odsunął się od niej, zaraz po tym jak ostatni raz pocałował delikatnie jej malinowe usta. Chwycił jej dłoń i zaprowadził do szafki, z której wyciągnął jedną ze swoich koszulek. Wzięła ją i bez słowa ruszyła do łazienki. Wzięła szybki prysznic i założyła koszulkę Ślizgona. Był to czarny t-shirt wyglądający jak koszulka do gry w koszykówkę, z numerkiem 69 i nazwiskiem Malfoy (pozdrowienia od zboczonej autorki :D). Wyszła z łazienki i ruszyła do sypialni, gdzie na łóżku leżał blondyn. Gdy weszła do pokoju wstał i uniósł brew, podchodząc do dziewczyny i obejmując ją w talii.
- Coś nie tak? - spytała uśmiechając się do niego.
- Wręcz przeciwnie kotku. Mówił ci ktoś, że jesteś seksowna?
- Tylko ty.
Znów ją pocałował, co jak zwykle wywołało ADHD u motylów w jej brzuchu.
- Zaraz wracam. - mruknął i wyszedł do łazienki. Kiedy wrócił zobaczył śpiącą już dziewczynę w swoim łóżku. Od razu się uśmiechnął. Wyglądała idealnie, jak zwykle. Położył się obok niej i przytulił do siebie jej drobne ciało.
- Kocham cię. - wyszeptał, po czym pocałował czubek jej głowy. Ona jednak tego nie słyszała, będąc już w krainie Morfeusza.

_______________________________________
Skłamałabym pisząc tutaj, że nie jestem zadowolona z tego rozdziału. Jest chory Draco, uroczy Draco, seksowny Draco, kochający Draco i Draco z trudną przeszłością. Nie mam pojęcia jak da się go nie lubić? :D Moim skromnym zdaniem jest to jeden z najlepszych rozdziałów w całej historii. Piszcie jak wam się podoba. :D Co do tego jak długo się on nie pojawiał... Proszę was, zanim zapytacie mnie czy zawieszam bloga sprawdźcie czy na moim fp nie ma informacji o tym, dlaczego notka się nie pojawia. Jak mówiłam, miałam duże problemy z komputerem, a wcześniej ze szkołą i nie miałam jak napisać rozdziału. To tyle. Piszcie jak wam się podoba i niech los zawsze wam sprzyja!

poniedziałek, 27 maja 2013

Rozdział XX Gdy wszystko zaczyna się układac, cos musi się zepsuc.

Rozdział dedykuję dwóm osobom, z tej samej okazji.
Mojej kochanej Hani. Życzę ci spełnienia twoich najskrytszych marzeń i dziękuję, że jesteś ze mną, choć tak długo się nie widziałyśmy.
I Julii Witak. Wszystkiego najlepszego! ;*



Rozdział XX (!) Gdy wszystko zaczyna się układac, cos musi sie zepsuc.

- Czekaj bo chyba nie dosłyszałem… Ty spędzasz ze mną… CO?!
- Oj Draco… Bardzo dobrze dosłyszałeś. Spędzam z tobą święta. – uśmiechnęła się do niego ironicznie po czym dodała:
 – Będziesz tak miły i zaprosisz mnie do środka.
Wciąż zdezorientowany chłopak otworzył szerzej drzwi, ale nawet się nie poruszył. Gdy Gryfonka weszła, szybko zamknął mieszkanie i ruszył za nią. Rozsiadła się na jednym z foteli, a on nie poszedł w jej ślady.
- Dobra Granger… O czym ty do mnie w ogóle mówisz?
- Dlaczego wam, Ślizgonom trzeba wszystko dokładnie tłumaczyć? – uśmiechnęła się pod nosem.
- Taka nasza natura. A teraz łaskawie powiedz o co ci chodzi. Miałaś być u rodziców.
- Plany się lekko zmieniły. Moi rodzice właśnie się pakują , a wieczorem lecą do Nowej Zelandii.
- Co? Zostawili cię samą?
- Na moją własną prośbę. I wcale nie samą. – obdarzyła go ciepłym uśmiechem i ciągnęła dalej.
- Dostali świetną ofertę, więc poprosiłam ich żeby jechali, bo to spełnienie ich marzeń. Zrobiło mi się głupio, jak powiedziałeś, że sam spędzasz święta i uznałam to za najlepszą opcję. Oni spełnią swoje marzenia, a ja trochę ci się ponarzucam.

Gdy skończyła mówić, patrzył na nią i milczał. Musiał zanalizować jej słowa. Zostaje. Ona zostaje tutaj z nim, zamiast spędzać święta z rodziną. Tylko dlaczego? No bo, przecież nikt o zdrowych zmysłach nie odmawia rodzinie, tylko po to żeby móc się bratać z byłym wrogiem. Stop. On już nie jest jej wrogiem. Tego był pewny.  Właściwie kim dla niej jest? No bo, gdyby się nie liczył to by z nim nie została. A co jeśli jej na nim zależy? To by było spełnienie jego marzeń, aczkolwiek to trochę niemożliwe. Może nie tyle niemożliwe, zważając na te wszystkie razy kiedy się całowali, a szczególnie na ten raz kiedy ten idiota, Weasley wszedł do pokoju. Chociaż cholernie pragnie jej bliskości nie może jej pozwolić na to, żeby z nim została. Chociaż pewnie będzie tego żałował, to woli żeby te święta spędziła z rodziną, a nie z nim.
- Draco… - wyrwała go z zamyślenia.
- Hermiona nie możesz tutaj zostać.
- Co? Dlaczego? Masz inne plany? – zapytała zdziwiona.
- Nie. Nie o to chodzi. Po prostu wolę, żebyś spędziła te święta z rodziną. Wtedy na pewno będziesz szczęśliwsza.
- Draco posłuchaj… To była moja decyzja. Sama wybrałam ciebie, a przy tym skorzystają moi rodzice. To było ich marzenie. A przy okazji, ani ty, ani ja, nie spędzimy tych świąt samotnie.
- Ale…
Nie wytrzymała. Wiedziała, że tak z nim nie wygra, bo jest strasznie uparty. Musiała zastosować inną taktykę. Wstała z fotela i kocimi ruchami ruszyła w jego stronę. Zdezorientowany obserwował każdy jej ruch, nie wiedząc co ona tak naprawdę chce zrobić. Podeszła do niego i delikatnie przylgnęła do jego ciała. Nie odrywała oczu od jego tęczówek. Jej ręce zaczęły błądzić po jego nagim torsie. Pocałowała go namiętnie, a gdy się oderwała od jego miękkich ust wiedziała, że już wygrała.
- Powiedz, że nie chcesz spędzić ze mną tych świąt, a odejdę. – wyszeptała uwodzicielskim głosem tuż przy jego ustach.
- Nie mogę. – odpowiedział zachrypnięty. Chwycił jej podbródek i jeszcze raz ją pocałował. Nie protestowała. Wiedziała, że jeśli wpłynie na TĘ część jego, nie będzie dłużej protestował. Nie wiedziała co ją popchnęło do tego co zrobiła. Działała spontanicznie, ale najważniejsze było to, że poskutkowało.
- Tak więc ustalone! – wykrzyknęła radośnie klaskając w dłonie, tak jakby przed chwilą nic się nie wydarzyło. – Jutro wigilia, więc zrobię listę zakupów i pójdę do sklepu. Przy okazji skoczę do Nory, bo miałam zobaczyć się z Ginny. Przyjdę do ciebie wieczorem.  – stanęła na palcach i pocałowała go w policzek.
- Tylko w policzek? – zapytał, unosząc lewą brew.
- Na więcej musisz zasłużyć. Będę wieczorem. Do zobaczenia.
- Mam nadzieję, że będziesz tęsknić kotku.
Uśmiechnęła się przelotnie i wyszła z jego mieszkania.
***

Teleportowała się i przyjrzała Norze. Nic się tutaj nie zmieniło. To ciągle był ten sam dom, może nie najpiękniejszy, ale w środku tętniący życiem i wypełniony miłością po brzegi. Zapukała do drzwi, a po chwili otworzył jej Fred. Na początku spojrzał na nią zdziwiony, ale po chwile szeroko się uśmiechnął.
- No co tam Herm? Jak widzę twoje „siniaki” powoli się goją.
- Fred chciałam ci podziękować, za to, że mnie kryłeś. Nie wiem co bym powiedziała Ginny, Ronowi i Harry’emu.                    
- Tylko po to tutaj przyszłaś? Żeby mi podziękować? Swoją drogą chyba nie będziecie się wiecznie kryć?
- Nie mamy z czym się kryć.
- No tak. W ogóle nie jesteś na dobrej drodze żeby być z Malfoy’em. – zironizował.
- Nie ważne. Nie po to tutaj przyszłam. Jest Ginny? Muszę z nią porozmawiać.
- Jest. Wchodź.
Ściągnęła płaszcz i szalik i ruszyła do kuchni. Zastała tam wszystkich domowników, którzy pomagali Molly w przygotowaniach do świąt.
- Dzień dobry. – powiedziała ciepło się uśmiechając. Wszyscy odwrócili się w jej stronę i zauważyli, że w domu pojawił się ktoś now. Pani Wealey podeszła i mocno ją przytuliła.
- Hermiona kochanie. Co cię do nas sprowadza?
- Chciałam tylko porozmawiać z Ginny. – tutaj spojrzała porozumiewawczo na przyjaciółkę.  – Ginny możemy iść do twojego pokoju?
- Pewnie. – odpowiedziała Ruda i od razu ruszyła na górę. – Co się stało?
- Nie tutaj Gin.
Gdy weszły do pokoju Hermiona szybko zatrzasnęła drzwi i rzuciła zaklęcie wyciszające.
- Hermiona, stało się coś?
- Spędzam święta z Malfoy’em. – powiedziała szybko, na jednym wdechu.
- Czekaj co?
- To co słyszysz Gin. I muszę ci coś jeszcze powiedzieć. To. – wskazała malinki na jej szyi – To wcale nie są siniaki.
- Wiedziałam! To malinki! Kto ci je zrobił? – spytała zaciekawiona.
- A jak myślisz Gin? Raczej nie całuję się na prawo i lewo.
- Malfoy?
- Dokładnie.
- Kiedy?
- Po balu.
- Wtedy, co do ciebie poszedł, a ja wysłałam później Freda?
- Tak.
- To dlatego Fred cię krył wtedy, w wagonie. Czekaj Miona… On wie?
- Fred? Tak. Jakby to ująć… Przeszkodził nam, za co jestem mu wdzięczna, bo wszystko zmierzało do jednego.
- NO CO TY?! Wow. Tempo macie niezłe. Ale w sumie nie mam nic przeciwko. Pasujecie do siebie.
- Ginny przestań nas swatać. – powiedziała brunetka, na co jej przyjaciółka przewróciła tylko oczami.
- Masz rację. Sami dobrze dajecie sobie radę. Zresztą nieważne. Co z tymi świętami?
-No więc zaczęło się od tego, że wpadłam na Malfoya… - opowiedziała wszystko swojej przyjaciółce, pomijając tylko to, jak udało jej się go przekonać. – No i skończyło się na tym, że spędzam z nim święta.
- Niewątpliwie będzie ciekawie.
- Tyle to ja też wiem Ginny. – spojrzała na zegar, który wskazywał już 20. – Muszę iść. Obiecałam Malfoy’owi, że do niego wpadnę.
- Tylko nie zaszalejcie zbytnio gołąbeczki. – uśmiechnęła się szeroko Ruda. – Jeszcze nie chcę być ciocią.
- Nie powiesz chłopakom o tych świętach? Proszę, powiedz im, że spędzam je z rodzicami.
- Nie martw się.
Zeszły na dół, a Hermiona jeszcze raz życzyła całej rodzinie wesołych świąt. Wyszła na podwórko, a po chwili było słychać charakterystyczny trzask.
***

Postanowiła, że ogarnie swoje mieszkanie, bo w końcu od prawie pół roku nikt tutaj nie mieszkał. Kilkoma machnięciami różdżki starła kurz, przez co w środku od razu stało się przyjemniej. Nie była typem pedantycznej kobiety, ale lubiła, gdy wokół niej panował ład. Podobno to odzwierciedla czyjeś życie. Niestety jej już nie było takie poukładane i „czyste”, a to wszystko przez niego. On wywrócił wszystko co ją otaczało do góry nogami. Co by właśnie robiła, gdyby nie łączyło ją z nim to, co łączy? Pewnie piłaby gorącą czekoladę i siedziała razem z rodzicami w salonie, oglądając jakiś ulubiony film. Trochę żałowała, że pierwszych po wojnie świąt nie spędzi z rodzicami, ale może wyjdzie jej to na dobre. Oni spełnią swoje marzenie, a ona spędzi te święta z kimś kogo kocha. Tak. Kochała go. Zdała sobie z tego sprawę i nie próbowała z tym walczyć, ani tego w sobie kochać. Problem w tym, czy on kochał ją? Tego nie wiedziała, ale była pewna jednego. Nie była mu obojętna.
Wzięła szybki prysznic i ubrała ulubione jeansowe rurki i za duży sweter. Zabrała zakupy, które dziś zrobiła i swoją różdżkę. Na pewno nie będzie jej potrzebna, ale od wojny się z nią nie rozstaje. Zawsze ma ją przy sobie, na wszelki wypadek. Wyszła ze swojego mieszkania, zamknęła drzwi i bez pukania weszła do Dracona. Drzwi były otwarte więc ruszyła do salonu. Nie było go tam.
-Draco. – powiedziała cicho idąc do kuchni, gdzie też go nie było. – Draco gdzie jesteś?
Intuicja podpowiadała jej, że to nie wróży nic dobrego. Miała nadzieję, że zaraz skądś wyskoczy i okaże się, że to kolejny jego głupi żart. Weszła do gabinetu. Nie znalazła go tam, więc ruszyła do sypialni z różdżką uniesioną w górę. Nie usłyszała tam żadnych odgłosów, lekko popchnęła drzwi. Widok który tam zastała ją przeraził. Zbladła.
- Tylko nie to.

____________________________________
Szczerze powiedziawszy trochę mi się nie podoba ten rozdział, ale nie jest najgorzej. Mam prośbę. Jeśli ktoś chciałby betować moje opowiadanie piszcie na moje gg: 10026596